Pokazywanie postów oznaczonych etykietą robótki różne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą robótki różne. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 lutego 2017

Kartka - pocieszanka

Moje młodsza córka obchodzi za kilka dni urodziny i martwi się, że już jest "taka stara" . No owszem, dorosła i od ponad dwóch lat dzielnie matkuje naszemu wnuczkowi, ale żeby zaraz stara?...   
No to zrobiłam jej taką okolicznościową karteczkę


z bukietem w środku:


Przy okazji zadebiutowałam w technice "pop-up", bo nigdy wcześniej nie próbowałam takiej składanki.
Mam nadzieję, że się spodoba.


poniedziałek, 14 grudnia 2015

Stroik

Tym razem coś dla domu.
Każdego roku wieszam na drzwiach wejściowych małą świąteczną ozdobę.
Stary stroik już się trochę zużył, więc zgromadziłam co tam znalazłam i postanowiłam uwić z tego nowy.


Mamy tu kilka malutkich bombek, słomianą gwiazdkę i aniołka, gałązki sztucznej choinki, wstążkę i - jako bazę - kółko z jarzębiny i szyszek, też sztuczne :-). 
Do tego przygotowałam trochę cienkiego drutu do montażu i żyłkę do zawieszenia.

Gotowy stroik już zawieszony na drzwiach:




czwartek, 10 lipca 2014

O robótkach zapomnianych

Czy ja już o tym wspominałam, że moja przygoda z rękodziełem zaczęła się od krzyżykowania?
Tak właśnie było - zapatrzyłam się na jakieś piękne haftowane obrazki i pomyślałam: dlaczego nie ja? Poszukałam, poszperałam, zgłębiłam wiedzę na temat muliny, "rozdzielczości" kanwy... i do dzieła.   
Wszystko to działo się prawie dziesięć lat temu. To i owo udało mi się zrobić, coś tam poszło w ludzi, ale w pudle ciągle leżą trzy największe wyrzuty sumienia.

Pierwszy - bo do skończenia zostało zaledwie kilkanaście krzyżyków:


Drugi - bo ten portret (jako jeden z niewielu) tak bardzo mi się podobał:


Trzeci - bo tygrys to mój absolutnie ukochany rodzaj kota:


I co? 
Może warto o nich cieplej pomyśleć? 

czwartek, 15 listopada 2012

Przytulak

Kilka dni temu kupiłam kawałek sztucznego misia z zamiarem zrobienia zwierzątka.
Wczoraj zaczęłam i mam głowę:



 

niedziela, 26 czerwca 2011

Urok nowości, czyli...

"Proszę państwa - oto miś!"
Premierowy kot nie zaspokoił mojego ciągu do filcowania igłą, zatem zabrałam się do nowej figurki.
Ponieważ od wczesnego dzieciństwa każdy wie mniej więcej, jak wygląda miś, to - nie szukając już żadnego wzoru - przystąpiłam do pracy. Ostrożnie, bo została mi jedna jedyna igła, zaczęłam produkować części składowe:

To co widać na obrazku sprawia być może wrażenie, że miś już kiedyś był, ale rozszarpała go jakaś okrutna bestia; jednakże po pewnym czasie z chaosu wyłonił się taki oto osobnik:






piątek, 24 czerwca 2011

Pokusy

Pokusy są okropne!
Wybrałam się do sklepu po antyramy do obrazków i przy okazji kupiłam kilka pasm wełny i dwie igły do filcowania na sucho.
Nakarmiłam obiadowo domowników i przystąpiłam do pracy. MUSIAŁAM sprawdzić, jak to filcowanie działa i czy potrafię - ot tak, z marszu - coś wykombinować. Jedną igłę udało mi się po pewnym czasie złamać, ale z pomocą drugiej wyszło to:

Na wszelki wypadek dopowiem, że to jest kot :-)
Technika wyglada bardzo interesująco, więc możliwe, że popełnię kolejne "dzieło".

Nie zaniedbuję zasadniczego tematu:













ale na półce już leży kolejna pokusa - nazywa się sutasz.







wtorek, 22 lutego 2011

Zawsze jest jakiś pierwszy raz

Wybrałam się na zakupy do sklepu plastycznego i całkiem przypadkiem znalazłam burą papierową maskę.
I zaraz nieposkromiony "chochlik twórczy" zaszemrał za uchem: - No popatrz kobieto, taka okazja. Sama się pcha w ręce. Kup, spróbuj.
Chyba jestem podatna na wpływy :-) ......
Kupiłam bez chwili wahania i porzuciwszy zaplanowane wcześniej prace, oddałam się twórczości maskaradowej.
Oto efekt mojej absolutnej debiutanckiej improwizacji:








niedziela, 11 lipca 2010

Miś

Wszystko, co się zdarzyło i co pokazuję poniżej, jest zasługą Anabell, która w swoim blogu wspomniała o planowanym uszyciu misia. Jeszcze wcześniej oglądałam różne "misiowe" miejsca w sieci a jeszcze wcześniej - zupełnie luźno - zastanawiałam się, czy uszycie maskotki jest trudne; właściwie to nawet, czy w ogóle jest możliwe.

Przyznacie, że miś jest najmilszym wspomnieniem dzieciństwa - nie ma chyba nikogo, kto nie tulił ukochanego pluszaka przed snem, nie zabierał go w obce, nieznane miejsca, by dodawał otuchy.

I właśnie Anabell dała mi impuls do działania.

Impulsy nie lubią czekać :-), więc po krótkim gmeraniu w worku z różnymi przydasiami znalazłam kawałek kraciastej, mechatej z jednej strony wełny. No trudno, będzie miś lekko łysawy, ale za to w mojej ulubionej liliowej tonacji.
W teczce z pomysłami na przyszłość odszukałam szablon, bo - jako się rzekło - pomysł na misia kiełkował już w przeszłości.



Wszystko powycinałam zgodnie z szablonem i zaczęłam zszywać; nieduży ten miś, więc - ręcznie.
Jednym okiem zerkałam na robotę a drugim na mecz, który właśnie się zaczął. Istna optyczna ekwilibrystyka!

Kadłubek wyszedł zachęcająco, ale to w gruncie rzeczy łatwiejsza część pracy:



Teraz głowa i uszy. Małe to, ale powolutku pozszywałam, przewróciłam na prawą stronę i zadumałam się nad mordką.

Nosek trzeba wyszyć, ale co z oczami? Do maskotek wpina się jakoś specjalne paciorki a ja nic takiego nie mam... Zwykłe guziki? Nie, zdecydowanie nie.





Pudła z guzikami są w każdym domu i ciągle przybywa w nich nowości, tylko nie wiadomo dlaczego, kiedy już się do nich sięga, nigdy nie ma tego. co akurat jest potrzebne.

Wysypałam zawartość mojego pudła na kanapę w poszukiwaniu czegoś zastępczego, np. gładkich czarnych guziczków na nóżce. Czarnych - OCZYWISCIE - nie było, ale znalazłam niebieskie. Pomalowałam środki czarnym mazakiem do płytek CD (totalna improwizacja!)i zamocowałam usztywniając po lewej stronie, żeby nie były tak rozpaczliwie wyłupiaste :-). Nosek i mina - wyszyte muliną.


Nie wiem, co Wy na to, ale jeśli znajdę gdzieś kawałek sztucznego futra, to chyba jeszcze jednego miśka popełnię :-).


wtorek, 1 czerwca 2010

Przerywnik

O obiecanych drobiazgach już lada dzień, a teraz taka ciekawostka, którą zrobiłam sobie dzisiaj.
Zrobiłam z ciekawości, bo tego typu wycinanki to nie do końca moje klimaty. Nazywa się "Window Die Cut Decoupage" i najciekawsza jest oprawa obrazka; tu się zachwyciłam: taka inna, pudełkowa.

Nabyłam na próbę i złożyłam wszystko według wzoru:









Teraz mam zamiar spożytkować kolejną ramkę zupełnie inaczej.
I pochwalę się, jeśli tylko połączenie teorii z praktyką wypadnie zgodnie z moim oczekiwaniem :-).