piątek, 4 marca 2011

Byle do wiosny!


Wczoraj kupiłam pierwsze tulipany i od razu zrobiło się jakoś tak optymistyczniej.
I słoneczko już zaczyna odczuwalnie przygrzewać, więc najwyższa pora nastroić się kompatybilnie.
Może nawet z rozpędu wyleciałam sporo do przodu :-), bo owal jest zdecydowanie "pisankowaty".

sobota, 26 lutego 2011

Dekoracje ścienne

Mówiąc precyzyjniej - obrazki.
O ile kartki okolicznościowe zdobywają sobie zasłużone powodzenie, to formy większe chyba ciągle czekają na odkrycie. To znaczy u nas czekają, bo w zagranicznych pismach "branżowych" wzorów jest pod dostatkiem. Warto więc było spróbować.
Ciekawa jestem Waszej opinii.


/wg projektu Kannikar Sukseree/


/inspirowane wzorem haftu koronkowego/

/ wg projektu Patricii Vachon/


wtorek, 22 lutego 2011

Zawsze jest jakiś pierwszy raz

Wybrałam się na zakupy do sklepu plastycznego i całkiem przypadkiem znalazłam burą papierową maskę.
I zaraz nieposkromiony "chochlik twórczy" zaszemrał za uchem: - No popatrz kobieto, taka okazja. Sama się pcha w ręce. Kup, spróbuj.
Chyba jestem podatna na wpływy :-) ......
Kupiłam bez chwili wahania i porzuciwszy zaplanowane wcześniej prace, oddałam się twórczości maskaradowej.
Oto efekt mojej absolutnej debiutanckiej improwizacji:








niedziela, 23 stycznia 2011

Karnawał


Zanim czas popędzi dalej (jak zwariowany!), pomyślmy choć przez chwilę o miłych, lekkich i przyjemnych rozrywkach - na przykład: bal maskowy.
Nie musi być przecież w Wenecji :-)





Zatem nie oglądając się na Wenecję zrobiłam dwie miniaturowe maski: coś dla zalotnej damy i coś dla zakochanej Colombiny.

środa, 5 stycznia 2011

Zegar




Witam serdecznie w Nowym Roku!
Mam nadzieję, że ten zegar będzie odmierzał mnie i Wam same szczęśliwe godziny.









Do zegarów mam pewną słabość. Lubię ich tykanie, potrzaskiwanie, lubię odgłos wybijania kolejnych godzin i zupełnie mi nie przeszkadza, że nieubłaganie pokazują upływ czasu, którego i tak ciagle jest przecież za mało.
Jak nietrudno się domyślić, było tylko kwestią tegoż czasu (wolnego), żebym się zabrała za pergaminową wersję czasomierza.

Najpierw powstał kształt cyferblatu. Podświadomie czuję, że ma on coś wspólnego z pewnym zegarem z kukułką, który był własnością moich Rodziców. Kukułka zamieszkująca wnętrze zegara miała prawdziwie nieznośny charakter. Nie tylko wykrzykiwała godziny na całe gardło, to jeszcze z furią zatrzaskiwała za sobą drzwiczki. Każdy gość, któremu wypadło nocowanie w tamtym pokoju, już po pierwszej nocy błagał na wszystkie świętości, by odłączyć ciężarek "od kukania" :-))

Czarne cyfry obwiodłam złotym tuszem a we wnętrzu umieściłam motyw znaleziony w styczniowym PC.

Cały środkowy motyw wytłoczyłam i wycieniowałam decydując się pozostać jedynie w konwencji bieli. Dodałam drugą linię na obwodzie, żeby krawędź była lepiej zaakcentowana.

Boki i górę zegara wzbogaciłam motywem z ażurem. Jeszcze tylko dwa małe ptaszki w górnych rogach i rubinowe półperełki do zaakcentowania godzin. Całość wzmocniłam wyprofilowanym podkładem z kartonu.
Zegar wisi testowo, to znaczy sprawdzam czy mechanizm jest punktualny.
Pozostaje sprawa trwalszej oprawy. Nie chciałabym, żeby się szybko zakurzył, ale jednocześnie musi być tak, by dostep do części mechanicznej był od tyłu w miarę łatwy. Mam nadzieję, że jakiś profesjonalny "oprawca" da sobie z tym radę i nie zażąda fortuny.

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Anioły

Jakkolwiek anioły nie są moim ulubionym tematem, ten obrazek zrobiłam z prawdziwą przyjemnością :-).
/motyw pochodzi z książki: Rebecca Balchin, Angel & Fairy Designs/

środa, 24 listopada 2010

Kartki i nie-kartka

Ponurość aury rozkłada mnie na łopatki; już chyba zaczynam tęsknić do śniegu.
Zmuszona do wyjścia z domu po południu... pfff! "popołudnie" brzmi jak ironia, gdy mokro, zimno i ciemno. No więc z tego wszystkiego włożyłam dziś na głowę czapkopodobne nakrycie, co jest u mnie objawem totalnej desperacji :-)))

Pozałatwiałam szybko, co tam miałam załatwić i z radością wróciłam do moich robótek.
Pora na lekkie przyspieszenie, bo za miesiąc święta!



Obie karteczki są mojego pomysłu.
Mimo, że przeglądam ciągle jakieś gotowe wzory i nie mogę zaprzeczyć - są ładne, to kiedy siadam do roboty, jakieś licho brzęczy mi nad uchem, żeby po swojemu; i prawie za każdym razem ulegam. Sama nie wiem - to dobrze czy źle.... Czasem warto zmierzyć się z mistrzyniami "gatunku" i zobaczyć, w którym miejscu się jest.


W grudniowym numerze Parchment Craft znalazłam piękny koszyczek i to najpewniej będzie takie wyzwanie; o czym doniosę w stosownym czasie.
* * *
Tymczasem...
wróciłam na chwilę do kolorowego malowania, bo korciło mnie bardzo, no straszliwie po prostu, zeby spróbować czegoś dla mnie całkiem nowego.
Znalazłam kocią mordkę, naszkicowałam na kalce zarys łebka - gdzie uszy, oczy i nosek a potem zaczęłam ten łebek "ubierać" w futerko, czyli sierść albo włosy, jak kto woli :-).
Malowanie mazakami w tym wypadku nie jest tym, co zazwyczaj oznacza. Kolor nakłada się na czubek cienkiego pędzelka - w moim obrazku pędzelek miał 1mm grubości - i układa na kalce cieniutkie, niezbyt długie kreseczki. Jedna przy drugiej. Kotek jest niewielki, ale tych kreseczek były dziesiątki, setki... nie liczyłam :-)). Dość pracochłonne zajęcie!
I pomalutku wyłonił się taki stworek:

Mąż się śmiał, że bidulek troszkę wystraszony :-))), acz jak na pierwszy raz...
Malowanie ptasich piór i zwierzęcego futra ma swój oddzielny moduł szkoleniowy w technice pergaminowej, bo jest w tym trochę kruczków i jeszcze ich nie znam, ale raz kozie śmierć! - musiałam spróbować. Po tym doświadczeniu już czuję, że może być pięknie i warto znowu za jakiś czas podziałać.